G. Stanišauskas: przygotuj się na surrealizm w rzeczywistości - twoja farma skurczy się o 50%, a bydło może w końcu zniknąć.

Gediminas Stanišauskas, portalo

Nie zdziw się, jeśli rolnictwo na Litwie, strategiczna gałąź gospodarki państwowej, zacznie znikać nie nagle, ale po cichu – poprzez decyzje, dokumenty i politykę "dobrych intencji“. I nie odnoszę się tylko do błędów obecnego ministra rolnictwa, Andriusa Palionisa, które sprawiły, że miniony rok był dla niektórych rolników bardziej koszmarem niż rutyną.

Nie chodzi tylko o fakt, że Litwa, w tym podpis ministra, poparła umowę o wolnym handlu między Unią Europejską a blokiem Mercosur, umowę, która rodzi poważne pytania o warunki konkurencji dla europejskich rolników.

To, co można przeczytać na stronie internetowej Wysokiej Komisji Wyborczej (CEC), ujawnia jeszcze głębszą warstwę problemu.

W dniu 16 stycznia CKW ogłosiła, że europejska inicjatywa obywatelska na rzecz zamknięcia rzeźni otrzymała poparcie Europejczyków. Na pierwszy rzut oka brzmi to jak znaczący sygnał od całego społeczeństwa.

Ale fakty pokazują co innego.

NRC informuje, że 97 obywateli Litwy poparło inicjatywę. W całej UE jest to nieco ponad 1 milion osób z populacji liczącej około 450 milionów. Stanowi to około 0,3% całej populacji UE.

A jednak to właśnie ta liczba stanowi wystarczającą podstawę do rozpoczęcia debaty w Parlamencie Europejskim na temat inicjatywy Stop Cruelty. Stop Slaughter“ – proponuje stopniowe zmniejszanie liczby zwierząt hodowlanych o 50% każdego roku, zamknięcie gospodarstw hodowlanych i rzeźni oraz przejście na białka roślinne, sztuczne mięso i tak zwane substytuty.

Autorzy inicjatywy argumentują, że hodowla zwierząt i rzeźnie stanowią zagrożenie dla zdrowia publicznego, powodując pandemie, choroby i problemy higieniczne. Innymi słowy, praca rolnika, która karmiła ludzi przez wieki, jest obecnie przedstawiana jako zagrożenie dla społeczeństwa.

Tutaj zaczyna się prawdziwy polityczny surrealizm, w który instytucja państwowa chce nas wszystkich wciągnąć.

Gdy głos 0,3% społeczeństwa staje się ważniejszy niż codzienna praca 130 000 rolników na Litwie, nie jest to już dyskusja o dobrostanie zwierząt. To pytanie o to, czyj głos jest naprawdę słyszalny w europejskiej polityce.

Nikt nie neguje prawa do inicjatyw obywatelskich. Jest to część demokracji. Pytanie brzmi jednak, w jaki sposób takie informacje są udostępniane opinii publicznej. W sprawozdaniu KR-u nie wspomniano, że inicjatywę poparło zaledwie kilkaset tysięcy procent ludności UE. Zamiast tego stwierdza się, że „otrzymała poparcie Europejczyków“.

Ta wprowadzająca w błąd narracja tworzy podatny grunt dla nowych protestów "pustych klatek, pustych głów" przeciwko rolnikom i ludziom, którzy faktycznie zapewniają bezpieczeństwo żywnościowe kraju.

W tym samym czasie słyszymy deklaracje rządu o rolnictwie jako sektorze strategicznym, o hodowli zwierząt jako priorytecie. Jednak rzeczywiste decyzje są coraz bardziej sprzeczne z tymi deklaracjami.

Dobrze ilustruje to również polityka finansowania.

Krajowa Agencja Płatnicza poinformowała 12 stycznia tego roku, że małe gospodarstwa aktywnie poszukują wsparcia. W ciągu dwóch miesięcy złożono 209 wniosków na kwotę 10,9 mln euro w porównaniu do zaproszenia do składania wniosków na kwotę zaledwie 3,8 mln euro. Dwie trzecie wnioskodawców pozostało w tyle, pozostawiając niedobór w wysokości około 6 milionów euro.

W tym samym czasie prawie 5,4 mln euro było dostępne na krótkie łańcuchy dostaw, ale otrzymano tylko 1,6 mln euro. Ponad 3 mln euro pozostało niewykorzystane.

Więc pokażesz nam, gdzie wspierane są małe gospodarstwa? Wręcz przeciwnie, widzimy, że małe gospodarstwa potrzebują wsparcia, ale nie jest ono wystarczające. Czy ta historia przypomina ci skandal z dziesiątkami milionów euro na ochronę grzywacza lub przywrócenie terenów podmokłych, podczas gdy nie otrzymano ani jednego wniosku. Te apele nawet w najmniejszym stopniu nie kojarzą się z rozwojem gospodarstw czy poprawą konkurencyjności.

To nie jest odosobniony błąd. Jest to objaw braku strategii.

Odnosi się wrażenie, że dzisiejsza polityka rolna jest opracowywana fragmentarycznie, a nie zgodnie z jasną mapą drogową, bez jasnego pomysłu na to, dokąd naprawdę chcemy zmierzać. A co najgorsze, ta polityka prowadzi do jednego rezultatu w dłuższej perspektywie – gospodarstwa kurczą się, ludzie stają się rozczarowani, regiony pustoszeją. Czy ktoś w Ministerstwie Rolnictwa, na przykład, dokonał jakichkolwiek obliczeń, modelowania, co stanie się z naszymi rolnikami uprawiającymi zboże w 2026 roku? Od samych rolników słyszę, że z wielkim niepokojem czekają na to, jaka będzie cena skupu zbóż po zakończeniu żniw. Przedziały cenowe między 140-160 euro za tonę nie wydają się tak nierealne, co jest równoznaczne z pracą ze stratą.

Załamanie cen mleka, które rozpoczęło się na początku tego roku, również nie wydaje się zbytnio martwić MAFF. Samo wspomnienie o tym przez ministra Palionisa w Brukseli na politycznym spotkaniu ministrów rolnictwa nie wystarczy, ponieważ nie widzimy żadnych działań, które mogłyby strategicznie zmienić sytuację.

Litwa, ze swoimi 97 podpisami, zajmuje czwarte miejsce od dołu w Unii Europejskiej; za nami są tylko Estonia, Łotwa i Cypr. Są to kraje, w których poparcie dla inicjatywy zamknięcia rzeźni było najniższe. Ale to właśnie w kontekście tych liczb powstaje wrażenie, że Europa jest rzekomo zjednoczona w odwrocie od hodowli zwierząt.

Niemcy (465 976), Francja (434 853) i Holandia (108 945) odnotowały największą liczbę "postępowych" wyborców.

Jeśli ten trend się utrzyma, rolnictwo na Litwie nie zostanie prawnie zakazane. Zostanie po prostu pozostawione na pewną śmierć - po cichu, biurokratycznie i bez odpowiedzialności.

I wtedy nie będziemy się zastanawiać, dlaczego gospodarstwa są zamykane, ale dlaczego nie mamy już własnego mięsa, własnego mleka lub ludzi, którzy nadal chcą pracować na roli.

Wideo