Zmiany klimatyczne wpływają nie tylko na pogodę: co podrożeje i jakie możliwości otwierają się przed krajami bałtyckimi

Raul Eamets.

W krajach bałtyckich zmiany klimatyczne często wydają się odległym problemem. W Grecji, Hiszpanii czy we Włoszech, gdzie fale upałów, susze i pożary lasów już teraz bezpośrednio wpływają na turystykę, rolnictwo i całą gospodarkę, podejście jest inne. Jednak i my będziemy musieli zdać sobie sprawę, że zmiany klimatyczne będą coraz częściej widoczne nie tylko na termometrze, ale także na paragonie ze sklepu, rachunku za ubezpieczenie oraz w budżecie państwa.

Nie wszyscy cieszą się z upałów

W 2024 r. Europa odnotowała najcieplejszy rok w historii, a średnia temperatura była o 1,47 stopnia wyższa od średniej z lat 1991–2020. W Litwie rok 2024 okazał się najcieplejszym w całej historii obserwacji meteorologicznych: średnia roczna temperatura powietrza wyniosła 9,5 stopnia, czyli o 2,1 stopnia więcej niż wieloletnia średnia.

Według szacunków Europejskiego Banku Centralnego, fala upałów w strefie euro w 2025 r. mogła spowodować wzrost cen żywności nieprzetworzonej o 0,4–0,7 punktu procentowego już po zaledwie roku, czyli w bieżącym roku. Te same badania wskazują, że do 2060 r. ekstremalne upały w Europie mogłyby podnieść ceny żywności o 1,8 punktu procentowego więcej niż miałoby to miejsce bez zmian klimatycznych.

Inflacji nie brakuje nam nawet bez problemów klimatycznych. Jak dotąd największy wpływ na inflację ma geopolityka, a w ostatnim czasie z pewnością nie brakuje w niej niepokojów. Próbujemy rozwiązywać problemy geopolityczne, a wpływ zmian klimatycznych nie jest jeszcze tak wyraźny, dlatego nadal nie podejmujemy poważniejszych działań, choć prawdopodobnie już należałoby to zrobić.

W przeglądzie rynków rolnych Komisji Europejskiej wskazano, że w latach 2024–2025 w Unii Europejskiej (UE) produkcja wina powinna osiągnąć najniższy poziom od 20 lat, a z powodu niekorzystnych warunków pogodowych zbiory jabłek mogą spaść o 4%, brzoskwiń i nektaryn – 5,8%, a pomidorów – o 2,6%.

Już teraz najbardziej narażone są owoce, warzywa, oliwa z oliwek, winogrona, zboża, pasze, a pośrednio – produkty mleczne i mięsne. Klimat staje się kolejnym stałym czynnikiem, którego nie można już ignorować przy prognozowaniu inflacji i obserwowaniu działań Europejskiego Banku Centralnego.

Musimy się dostosować, póki jeszcze nie kosztuje to zbyt wiele

Według danych Europejskiej Agencji Środowiska w latach 1980–2024 straty gospodarcze w UE związane z ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi i klimatycznymi wyniosły około 822 mld euro, z czego ponad 208 mld euro poniesiono w latach 2021–2024. Średnie roczne straty w latach 2020–2024 wyniosły 44,9 mld euro, podczas gdy w latach 1980–1989 wynosiły one około 8,6 mld euro.

Powstaje pytanie – czy w związku z suszą w południowej Europie część presji związanej z produkcją żywności przeniesie się do północnej i wschodniej Europy? W krajach bałtyckich obserwujemy już uprawy, które wcześniej wydawały się bardziej ryzykowne: więcej kukurydzy, pszenicy ozimej, rzepaku, a w niektórych miejscach eksperymentuje się z uprawą soi lub winogron.

Byłoby jednak naiwnością sądzić, że Litwa czy Estonia nagle staną się nowymi światowymi regionami winiarskimi. Gleba, drenaż, magazynowanie, siła robocza, infrastruktura przetwórcza i powiązania rynkowe nie pojawiają się tylko dlatego, że lato stało się cieplejsze.

Początkowo negatywne zmiany będą najbardziej widoczne w regionach dotkniętych powodziami, pożarami i upałami. Jednak kraje bałtyckie również nie są bezpieczne: burze, tereny zalewowe, szkodniki leśne, ekstremalne opady i wrażliwość sieci energetycznych mogą nas drogo kosztować.

Dlatego państwa będą musiały spojrzeć na infrastrukturę z innej perspektywy. Drogi, mosty, linie kolejowe, sieci energetyczne i budynki zostały zaprojektowane w oparciu o klimat historyczny, jednak ten klimat już nie jest taki sam.

W ocenie zleconą przez Komisję Europejską wskazano, że do 2050 r. UE będzie potrzebowała około 70 mld euro rocznie na dostosowanie się do zmian klimatu: około 30 mld euro – na infrastrukturę, 21 mld euro – na ekosystemy oraz 12 mld euro – na bezpieczeństwo żywnościowe. Czy uda nam się znaleźć środki zarówno na wzmocnienie naszej obrony, jak i na budowę infrastruktury oraz walkę z innymi problemami? A może po prostu znowu dodrukujemy miliardy?

Dla krajów bałtyckich jest to szansa, którą należy wykorzystać

Przynajmniej w naszym regionie ocieplenie klimatu nie stanie się w najbliższym czasie stałym, egzystencjalnym problemem gospodarczym. Jednak dostosowanie się do zmian jest często tańsze, gdy rozpocznie się je wcześniej: lepsza melioracja, bardziej odporne uprawy, bardziej elastyczne rolnictwo, lepiej zabezpieczone sieci energetyczne, mniej inwestycji budowlanych na obszarach zagrożonych oraz rozsądniejsze planowanie urbanistyczne.

Dla krajów bałtyckich zmiany klimatyczne stanowią również szansę – dzięki dłuższemu okresowi wegetacyjnemu, pojawieniu się niektórych nowych upraw, rozwojowi bioekonomii, sektora drzewnego, logistyki, a nawet turystyki.

Być może kiedyś będziemy musieli poważnie sprzedać mieszkańcom południowej Europy nasze chłodniejsze lata: „Masz już dość 40-stopniowych upałów i pożarów? Zapraszamy na przyjemnie chłodne północne lato – 15 stopni i lekka mżawka, tak jak tysiąc lat temu, w czasach Wikingów.“

Podczas gdy mieszkańcy południa borykają się z trudnościami, kraje bałtyckie mają przed sobą wiele możliwości. Szczęśliwi będą ci, którzy szybciej się dostosują: rolnicy, gminy, ubezpieczyciele, zarządcy infrastruktury i planiści budżetu państwowego. Zmiany klimatyczne nie są już tylko kwestią ochrony środowiska, nawet w krajach bałtyckich. Wykorzystajmy to.

Wideo