Natura nie oszczędziła hodowcom owoców i jagód trudności – w niektórych miejscach tegoroczne zbiory są wyjątkowo skromne
W zeszłym tygodniu rolnicy rozpoczęli żniwa. Hodowcy zbóż są na razie w pełni zadowoleni ze stanu plonów i nie mówią o słabych zbiorach, jednak zupełnie inne nastroje panują wśród hodowców owoców i jagód, na których zbiory zima miała szczególnie negatywny wpływ. W rezultacie – całe sady zostały zamarznięte.
Borówki odpoczywają
Jak wygląda sytuacja z borówkami w tym roku? Właścicielka jednej z największych plantacji borówek w powiecie Rokiškis, Alė Kučinskienė, odpowiada jednym zdaniem – nie będzie sprzedaży jagód: „Sytuacja wygląda tak: jeśli w poprzednich latach zbieraliśmy z plantacji do 4 ton jagód, to dziś planujemy zebrać z tego samego pola do 100 kilogramów”.
Jednak hodowczyni jagód nie poprzestaje na tym jednym zdaniu i wyjaśnia, że choć nastąpiły przymrozki, krzewy borówki amerykańskiej na polach przetrwały: pozostały gałązki u podstawy krzewów, które były przykryte śniegiem. A jagód nie ma dlatego, że wiosną zamarzły już uformowane pąki.
„Teraz krzewy się regenerują – wypuszczają nowe pędy. Wydaje mi się, że nawet cieszą się z tych mrozów, bo mogą odpocząć od dojrzewania jagód. Dały nam też chwilę wytchnienia od zbierania jagód“ – śmiała się pełna humoru A. Kučinskienė.
Nie ukrywała, że ogromna plantacja borówek przez 8 lat przynosiła korzyści finansowe. I to nie tylko jej, ale także zatrudnionym zbieraczom jagód, których tego lata nie było potrzeby zatrudniać.
Jedna działalność „pokrywa” drugą
Kobieta podchodzi jednak do sytuacji optymistycznie, przypominając często powtarzaną wśród rolników radę: trzeba mieć kilka źródeł dochodu, które w trudnych chwilach będą się wzajemnie „pokrywać”. A. Kučinskienė zażartowała, że w zeszłym roku jej gospodarstwo hodowlane „pokrywały” borówki, a dziś te ostatnie „pokrywa” gospodarstwo krowie.
Hodowczyni jagód spieszyła się, by przeprosić swoich klientów, którzy każdego lata kupowali od niej jagody: „To nie nasza wina, że w tym roku nie ma jagód. Stali klienci już dzwonią, pytają, czekają i proszą, ale mogę tylko przeprosić, bo jagód – nie ma. To, co jeszcze dojrzeje, zostanie na potrzeby rodziny“.
Rozmówczyni uśmiecha się i prosi klientów, by nie rezygnowali, a w przyszłym roku ma nadzieję na odzyskanie plonów jagód. Według A. Kučinskienės, która posiada 1 990 krzewów borówki amerykańskiej, plantacja jest w dobrym stanie, została starannie przycięta i obecnie wegetuje, wypuszczając nowe gałęzie. Najważniejsze, aby następna zima i wiosna były dla nich sprzyjające.
To nie pierwsze takie wyzwanie
A. Kučinskienė przypomniała sobie, że w roku, w którym zasadziła krzewy borówki, w trzecim roku ich życia nastąpiły „wiosenne przymrozki”. Uśmiechnęła się jednak wtedy, nie przywiązując do tego zbytniej wagi, ponieważ w trzecim roku wzrostu krzewów zbiory jagód i tak nie są obfite. Mimo to nawet wtedy widać było bardzo wiele przemarzniętych gałązek, a po ich wycięciu krzewy znów bujnie się rozrosły.
„Nie jest łatwo ani ogrodnikom, ani hodowcom – często cierpimy. I to nie tylko w Rokiškis, ale w całej Litwie sytuacja wygląda podobnie: tu nie ma jagód, tam ulewy zmyły ziemniaki. Z naturą nie da się walczyć. Ale w tym roku są też dobre strony: na przykład zebraliśmy dla naszego inwentarza tyle paszy, ile nigdy wcześniej nie mieliśmy: około 2 tys. bel siana“, – cieszyła się hodowczyni jagód, zwracając uwagę na pozytywne aspekty.
Wiśnie – różne wyzwania
W tym roku na „podzielenie się” zbiorami z innymi liczyła również Eglė Mikalauskienė, która uprawia wiśnie od 5 lat, jednak i w tym roku jagody zje tylko jej rodzina. Jak twierdzi kobieta, to, czego nie zniszczyła zima, zjadły ptaki: „Tej zimy drzewa bardzo mocno zamarzły – z 300 czereśni rosnących w moim ogrodzie ucierpiała prawie połowa. Jeśli nie z powodu silnych mrozów, to z powodu saren, które je obgryzły. Wiosną szkody spowodowane mrozami nie były jeszcze tak wyraźnie widoczne, ponieważ sama zajmuję się przycinaniem drzew i każde z nich obejrzałam. Wydawało się, że wszystko jest w porządku, że będą owoce, jednak najprawdopodobniej wiosenne przymrozki zamroziły same kwiaty, ponieważ połowa pąków nawet się nie rozwinęła“.
W zeszłym roku sytuacja z plonami, jak twierdzi rozmówczyni, była podobna: przywroty powróciły tuż po zakwitnięciu wczesnych odmian czereśni, a gdy rozkwitły kwiaty odmian późnych – przywroty znów zaczęły dawać się we znaki. Zeszłoroczna zima była nieco łagodniejsza, jeśli chodzi o stan drzew, natomiast w tym roku, jak twierdzi rozmówczyni, choć wiosną drzewka wyglądały na żywe, najprawdopodobniej były już osłabione przez zimowe przymrozki, dlatego z upływem czasu uschły i trzeba było usunąć sporo „martwych” gałęzi. Jednak nowe gałązki, które wyrastają po szczepieniu, jak twierdzi E. Mikalauskienė, wskazują, że spora część drzewek – wciąż żyje, mimo to pogodziła się już z myślą, że będzie musiała ponownie zasadzić połowę ogrodu.
Uczta dla ptaków
Nie tylko zima i sarny wyrządziły szkody ogrodniczce: gdy tylko na zdrowych drzewach pojawiły się owoce, natychmiast rzuciły się na nie ptaki. Rozmówczyni ubolewała, że zdążyła przykryć specjalnymi siatkami tylko kilka drzewek wiśniowych, a ptaki nie były wybredne – zjadały nawet niedojrzałe, zielone owoce.
„Nauczyłam się, że siatki są absolutnie niezbędne. Ptaki zjadły praktycznie połowę owoców i nie ma znaczenia, że są one jeszcze zielone. Ale wszystkie zostały już zjedzone przez wrony, wróble itp. Udało mi się ukryć przed nimi tylko połowę wiśni. "Chodziłam po ogrodzie, kiedy wszystko kwitło, kiedy jagody już się zawiązały, widziałam, że na drzewkach będzie co najmniej po dziesięć, dwadzieścia, ale nie zdążyłam wszystkich przykryć i jagód już nie ma" – oburzała się kobieta, narzekając na złodziei.
W tym roku znów nie uda się skosztować pysznych wiśni uprawianych przez E. Mikalauskienę w okolicach Rokiškio, jednak dotknięta nieszczęściami ogrodniczka twierdzi, że nie zamierza rezygnować z tej działalności: „To naprawdę przykre i smutne, bo przez ostatnie dwa lata miałam nadzieję, że będę mogła nie tylko sama je jeść, ale też trochę sprzedać. Ale z tego, co wiem, w powiecie Rokiškis nie ma już innych hodowców czereśni – jesteśmy jedyni, więc chcę zaoferować mieszkańcom Rokiškis szerszy asortyment owoców i nadal trzymam się uprawy tych owoców. Uprawiamy truskawki, a teraz zaczniemy uprawiać winogrona deserowe, więc mamy różne opcje. Nie tylko czereśnie“.
Największym wyzwaniem, jakie obecnie stoi przed E. Mikalauskienė, jest ochrona czereśni przed ptakami.
3 ha strat
Jesienią plonami będzie mógł się podzielić jedynie hodowca jabłek Marius Bulovas, choć miniona zima była dla jego sadu wyjątkowo dotkliwa – mrozy dotknęły sad jabłoniowy o powierzchni ponad 3 hektarów, który hodowca obecnie wycina.
„Po tej zimie wielu w Litwie spotkało to samo. Mrozy utrzymywały się bardzo długo, więc odmiany, które są nieco bardziej wrażliwe, zamarzły. Zamarzło drewno, a nie korzenie, więc wiosną wszystko jeszcze wyglądało całkiem nieźle. Mimo przemarznięcia jabłonie najczęściej i tak kwitną, a dopiero później zaczynają więdnąć: żółknąć i usychać. Prawdziwe straty ujawniły się pod koniec czerwca i w lipcu“, – o tej przykrej sytuacji opowiadał mieszkaniec regionu.
Jak twierdzi, w całej swojej karierze ogrodniczej nie musiał jeszcze usuwać tak dużej liczby drzew. Wiek wycinanych jabłoni wahał się od drzew, które owocowały od 21 lat, do tych posadzonych zaledwie 3–4 lata temu. Najbardziej żal mu tych ostatnich, ponieważ nie zdążyły jeszcze normalnie zaowocować, a już zamarzły.
Priorytet – odporność na mrozy
Zima daje się we znaki sadownikom już drugi rok z rzędu: w zeszłym roku ponieśli straty z powodu sporych wiosennych przymrozków, kiedy zamarzły już zawiązane kwiaty, a w tym roku – co gorsza – nie pozostało nawet nic, na czym kwiaty mogłyby zakwitnąć. Dlatego M. Bulovas, który zamierza ponownie zasadzić sad, powiedział, że wybierając nowe sadzonki, zwróci większą uwagę na odporność odmiany na mrozy: „Z jabłoniami uprawianymi od dawna w litewskich sadach, na przykład odmianą „Bogatyr”, nie ma żadnych problemów. Jednak te odmiany, na przykład „Auksis” czy „Skaistis”, które dają słodsze i smaczniejsze owoce, są znacznie bardziej wrażliwe i prawie w 100% zamarzły. U nas rosną głównie odmiany czeskie. Będziemy próbować odtworzyć sad – w tym celu wycinamy zamarznięte drzewa i przygotowujemy glebę. Nie wiadomo, ile czasu to zajmie, ponieważ po takich mrozach najprawdopodobniej trudno będzie zdobyć sadzonki – popyt na nie znacznie wzrośnie, wszyscy będą ich potrzebować. Nie chcemy brać byle jakich sadzonek, i tak będziemy szukać najbardziej poszukiwanych odmian. Tylko teraz będziemy zwracać większą uwagę na odporność na mróz, aby za kilka lat nie trzeba było ponownie sadzić drzew“.
W sprawie odszkodowania za poniesione straty M. Bulovas powiedział, że złożył pismo do samorządu gminy Rokiškis, jednak na razie nie jest jasne, czy otrzyma wsparcie finansowe, ponieważ szkody poniesione przez hodowców jabłek dotyczą całej Litwy.
Ceny będzie dyktować Polska
W niekorzystnych sytuacjach ceny produktów lub surowców zawsze rosną, jednak na razie rozmówca nie zdecydował się jeszcze na prognozowanie cen jabłek. Według niego na ceny litewskich jabłek wpływają jabłka importowane z Polski, a u naszych sąsiadów nie odnotowano tak masowych strat.
„Tam też były mrozy, ale oni mieszkają dalej na południe, więc być może zamarzły tylko pąki i zbiory niektórych odmian będą mniejsze. Ale sadów jest dużo i zbiory i tak będą. Trudno jeszcze prognozować ceny – trzeba poczekać na pierwsze zbiory i zobaczymy, za ile będą sprzedawane jabłka polskie“, – na razie M. Bulovas nie mówi o pieniądzach, dodając, że jabłka u niego na pewno pozostały na tych jabłoniach, które były wystarczająco wytrzymałe, by przetrwać mrozy.