Policzek dla rolników: umowa z MERCOSUR bez ich zgody
Podczas gdy Ministerstwo Rolnictwa (MAA) twierdzi, że konsultowało się z partnerami społecznymi podczas formułowania swojego stanowiska w sprawie umowy o wolnym handlu UE-Mercosur i jej zatwierdzenia, sami liderzy organizacji rolniczych twierdzą coś wręcz przeciwnego – nie było zgody na umowę, a ich obawy pozostały niewysłuchane. Co więcej, żaden z rozmówców, z którymi przeprowadzono wywiady, nie widział ostatecznego formularza, który MAFF rzekomo wysłał do Komisji Spraw Europejskich...
Sektor rolnictwa (nie)wysłuchany
„Wszystkie organizacje rolnicze są zasadniczo przeciwne porozumieniu z Mercosur“, – mówi prezes Izby Rolniczej (CAA), Arūnas Svitojus, stanowczo, i został powtórzony przez wszystkich rozmówców bez wyjątku – – Eimantas Pranauskas, prezes Stowarzyszenia Litewskich Przedsiębiorstw Rolnych (LŽŪBA), Raimundas Juknevičius, prezes Litewskiego Związku Rolników (LŪS), Audrius Vanagas, prezes Litewskiego Stowarzyszenia Producentów Zbóż (LGAA) i Jonas Vilionis, prezes Litewskiej Rady Rolnej (LŽŪT).
Jedynym wyjątkiem jest „Pienas.lt“, który według Raimasa Juknevičiusa i Jonasa Vilionisa zobaczy możliwości na nowym rynku po wejściu w życie umowy Mercosur. Niemniej jednak przewodniczący LFA potwierdził, że złożył rządowi jedną jasną propozycję – sprzeciwić się traktatowi UE-Mercosur i jest pewien, że premier Inga Ruginiene usłyszała to stanowisko.
.
„Jesteśmy bardzo zaskoczeni, że teraz wsparcie wydaje się pochodzić z sektora rolnego. To dziwne, ponieważ nawet od premiera słyszeliśmy, że umowa nie powinna być wspierana. Wygląda na to, że w tym przypadku, podobnie jak w przypadku przystąpienia do UE, nie wykonaliśmy naszych obliczeń, bierzemy to, co dostajemy i tyle, a wpływ na nasz kraj może być znaczący", Vilionisowi wtórował Svitojus.
Przypominamy, że Argentyna, Brazylia, Paragwaj i Urugwaj są członkami bloku MERCOSUR.
Gra w Wielkie Asy
„Ten traktat to gra wielkich asów. To przede wszystkim próba znalezienia przez UE rynków zbytu pod presją Chin. Mówi się, że stary kontynent jest również pod wielką presją ze strony przemysłu samochodowego – wiemy, kim są wielcy producenci. Z drugiej strony wiemy, kto jest gwarantem naszego bezpieczeństwa narodowego. Możemy tylko spekulować, czy jest to ze sobą powiązane. Nie mam jednak wątpliwości, że wszystkie te czynniki odgrywają rolę w procesie decyzyjnym" - powiedział Pranauskas, omawiając powody nagłej zmiany stanowiska Litwy w sprawie Mercosuru.
„Polityka to połączenie różnych interesów. Możliwe, że Ministerstwo Rolnictwa jest pod presją innych ministrów rządu, którzy popierają umowę, widząc, że większość firm spoza sektora rolnego również ją popiera, widząc potencjał do rozszerzenia rynków.", – R. Juknevičius, przewodniczący Litewskiego Związku Rolnictwa, również przedstawił własne spekulacje.
A. Svitojus omówił również możliwość presji politycznej. Wydaje się, że istnieje pewna presja polityczna, aby kogoś zadowolić, ale ludzie i ich potrzeby nie są brane pod uwagę. Jeśli dokument wychodzi, powinien być przynajmniej skoordynowany z przedstawicielami sektora. Nie dzieje się tak po raz pierwszy. Nie jest to pozytywne", powiedział, "i nie jest to rozczarowanie.
Ochrona odszkodowań – blef?
„Ochrona, środki kompensacyjne to blef“, – powiedział bez ogródek pan Vilionis. Pan Juknevičius wyraził również poważne wątpliwości, czy zabezpieczenia kompensacyjne przedstawione przez UE zadziałają.
„Tak więc głównym celem polityków z naszej strony byłaby regulacja rynku i rekompensata, jeśli nie uda mu się samoregulować. Warunki są jasne, pieniądze są przydzielone. Zdajemy sobie jednak sprawę, że pieniędzy nie wystarczy na wszystko, więc trudno oczekiwać, że mechanizm kompensacyjny będzie w stanie zrekompensować rzeczywiste straty. Tym bardziej z konkretną kwotą 6 mld euro przyznaną wszystkim państwom członkowskim UE na okres 6 lat – matematyka jest jasna“, – zauważył przewodniczący LŪS.
Rekompensata w przypadku nierównowagi rynkowej jest jednak ostatnią kroplą dla rolników, jeśli UE ostatecznie zatwierdzi wejście w życie umowy z Mercosurem.„Jeśli ta umowa ma negatywne konsekwencje, wszystko musi zostać odpowiednio zrekompensowane. Co więcej, wszystko musi być napisane czarno na białym, aby później nie było nieporozumień" - zauważył Vanagas.
Protest w Brukseli – ostatni atut rolników?
Wszyscy bez wyjątku liderzy stowarzyszeń, z którymi przeprowadzono wywiady, potwierdzili, że ich zastępcy lub członkowie, jeśli nie oni sami, wezmą udział w ogólnym proteście rolników UE w Brukseli 18 grudnia. Jednak traktat UE-Mercosur będzie tylko jedną z kilku kwestii poruszanych przez rolników na Starym Kontynencie podczas protestu.
„Protest w Brukseli będzie przede wszystkim przeciwko zniesieniu Wspólnej Polityki Rolnej. Dlaczego przeciwko? Zasadniczo fundusze Wspólnej Polityki Rolnej są odcinane – nie ma więcej funduszy, ponieważ nie ma na nie finansowania. A fundusze te są przewidziane w Traktacie o funkcjonowaniu UE. Czym jest polityka bez finansowania? Prawdopodobnie nikim" - zauważył Pranauskas.
„Ten protest – wyrzucenie ostatnich atutów w negocjacjach z politykami. Czy to zmieni sytuację? Nie da się odpowiedzieć. Ale pokazuje determinację europejskich rolników, aby walczyć do końca, ale czy to może zagwarantować wynik – Naprawdę nie wiem “, – podzielił się swoimi przemyśleniami na temat protestu z R. Juknevičiusem.
Dlaczego nie było protestu na Litwie?„Być może nie było większego protestu, ale to nie znaczy, że temat nie był omawiany z politykami. Po kilku udanych protestach istnieje błędne przekonanie, że jest to jedyny sposób na kształtowanie polityki rolnej. Jednak protest jest ostatnim decydującym atutem – po nim nie ma innego sposobu wpływania na polityków i opinię publiczną. Oprócz łamania prawa... Ale czy tędy droga?", – sytuację, dlaczego litewscy rolnicy w naszym kraju nie wypowiadali się bardziej zdecydowanie w sprawie UE-Mercosur, podkreślił przewodniczący LŪS. Przewodniczący LGAA wyraził również nadzieję na porozumienie, rozmowy i negocjacje w cywilizowany sposób.
A. Svitojus zauważył, że nie ma o co protestować, ponieważ wyraźnie uzgodniono z rządem, że nie poprze umowy UE-Mercosur. Decyzja o poparciu Mercosuru była ostatecznie żartem" - podsumował przewodniczący MAA.