Burza cen nawozów dopiero się zaczyna: gaz, wojna w Iranie i jedno oko Palionisa otwarte

Gediminas Stanišauskas, portalo

W ostatnich miesiącach globalny rynek nawozów został wciągnięty w nowy wir ryzyka geopolitycznego, w który rolnicy prawdopodobnie będą coraz bardziej zaangażowani. W środę szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen powiedziała, że Unia Europejska może rozważyć dodatkowe środki w celu ustabilizowania rynku gazu w świetle działań wojskowych na Bliskim Wschodzie. Ostrzegła jednak, że sztuczne ograniczanie cen gazu może być ryzykowne, ponieważ zbyt agresywne interwencje mogą zakłócić dostawy i jeszcze bardziej zdestabilizować rynek.

Sam fakt, że instytucje UE po raz kolejny rozważają interwencje na taką skalę, sygnalizuje nowy cykl napięć na rynkach energii. Jest to szczególnie ważne dla rolnictwa, ponieważ produkcja nawozów azotowych zależy bezpośrednio od ceny gazu ziemnego. Gdy gaz staje się droższy, nawozy nieuchronnie stają się droższe, co oznacza wyższe koszty dla gospodarstw rolnych.

Nowa runda regulacji klimatycznych w Europie zwiększa tę presję. Od początku 2026 r. zaczął obowiązywać mechanizm CBAM (Carbon Border Adjustment Mechanism), który ma również zastosowanie do nawozów z krajów trzecich. Do tej pory, w latach 2023-2025, obowiązywał okres przejściowy: importerzy musieli jedynie deklarować emisje CO₂ związane z importem, ale nie musieli za nie płacić. Od tego roku importerzy są zobowiązani do zakupu certyfikatów CBAM, których cena jest bezpośrednio powiązana z ceną unijnych uprawnień do emisji CO₂ (Unijny system handlu uprawnieniami do emisji).

Celem tego mechanizmu jest dostosowanie ceny emisji dwutlenku węgla importowanych produktów do ceny już płaconej przez producentów z UE. W praktyce oznacza to jednak również większą presję cenową na importowane nawozy. Analitycy uważają, że istnieją już pierwsze oznaki, że niepewność regulacyjna i dodatkowe koszty zaczynają ograniczać lub przenosić część importu do innych regionów. Jednak konkretne dane liczbowe dotyczące spadku importu pozostają na razie bardzo zmienne i są często wykorzystywane jako argument w debacie politycznej na temat ewentualnego odroczenia CBAM.

Należy zauważyć, że struktura globalnego rynku nawozów ogólnie przyczynia się do presji na ceny nawozów: duża część produkcji nawozów azotowych koncentruje się w kilku regionach - Rosji, na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej - a wstrząsy energetyczne lub geopolityczne szybko przenoszą się na globalną podaż i ceny.

Debata na temat tego mechanizmu ożywiła również organizacje rolnicze, które coraz częściej próbują wywierać presję na litewskie instytucje, aby przyjęły bardziej proaktywne stanowisko krajowe. Gospodarstwa rolne wydają się być nad przepaścią. Nawet minister rolnictwa Andrius Palionis, który do tej pory komentował globalne procesy głównie z zewnątrz, w końcu zareagował na sygnały rolników. Kilka dni temu Ministerstwo Rolnictwa Republiki Litewskiej ogłosiło, że Litwa opowiada się za odroczeniem stosowania CBAM w sektorze nawozów.

Naturalne pytanie brzmi: dlaczego ten głos z ministerstwa pojawił się dopiero teraz? Gdzie było stanowisko Litwy, gdy omawiano umowę handlową UE-Mercosur, która również ma potencjalnie znaczące konsekwencje dla europejskiego rolnictwa? Dziś ministerstwo oferuje rolnikom przede wszystkim instrumenty finansowe.

„Możliwość udzielania preferencyjnych pożyczek podmiotom rolnym w celu uzupełnienia ich kapitału obrotowego jest obecnie omawiana z krajowym bankiem rozwoju ILTE. Taki instrument finansowy pomógłby rolnikom zapewnić ciągłość ich działalności i łatwiej dostosować się do trudnej sytuacji gospodarczej", powiedziało ministerstwo w oświadczeniu.

Kredyty są jednak tylko tymczasowym rozwiązaniem. Dynamika cen energii jest znacznie ważniejszym czynnikiem. Działania zbrojne na Bliskim Wschodzie, które rozpoczęły się 28 lutego, miały natychmiastowy wpływ na europejski rynek gazu. Ceny kontraktów terminowych na gaz ziemny TTF skoczyły do około 70 euro za megawatogodzinę, a w szczytowym momencie osiągnęły poziom około 100 euro. Przed konfliktem cena gazu spadła do około 30 euro za MWh. Obecnie ustabilizowała się na poziomie około 48-50 euro, wciąż znacznie powyżej poziomu sprzed eskalacji konfliktu.

Analitycy rynku energii ostrzegają, że może to być tylko pierwszy etap szoku. Analitycy banku inwestycyjnego "Goldman Sachs" szacują, że jeśli zakłócenia w dostawach utrzymają się dłużej niż dwa miesiące, europejskie ceny gazu mogą ponownie wzrosnąć powyżej 100 euro za MWh.

Największe ryzyko związane jest z żeglugą przez cieśninę Ormuz. Przed konfliktem około 20% światowego handlu LNG odbywało się przez tę cieśninę. Chociaż stanowi to tylko ułamek całkowitego światowego rynku gazu – większość gazu jest nadal transportowana rurociągami – ten szlak morski pozostaje krytyczny dla globalnej logistyki energetycznej.

Jeśli spełniłby się najbardziej pesymistyczny scenariusz i żegluga w cieśninie zostałaby trwale zakłócona, analitycy szacują, że cena gazu w Europie mogłaby wzrosnąć do około 80-120 euro za MWh, czyli około 0,90-1,35 euro za metr sześcienny. Oznaczałoby to dalszy wzrost cen o 70– 150% w stosunku do obecnych poziomów.

Podwyżka ta uderzyłaby bezpośrednio w przemysł nawozowy. W produkcji nawozów azotowych gaz ziemny stanowi około 60-80% całkowitych kosztów produkcji. Dlatego nawet stosunkowo niewielkie podwyżki cen gazu są szybko przenoszone na ceny nawozów.

Jeśli ceny nawozów miałyby wzrosnąć, nieuchronnie wpłynęłoby to na koszty zbóż. Proste obliczenia pokazują, że aby zrekompensować około 30% wzrost cen nawozów, gospodarstwa rolne musiałyby otrzymać co najmniej 18–19 euro więcej za tonę zboża niż w 2025 roku. Wzrost cen nawozów o 50% spowodowałby wzrost cen zbóż o około 30 euro za tonę. Alternatywą jest zmniejszenie dawek nawozów, ale to prawie nieuchronnie doprowadziłoby do niższych plonów.

Sytuacja pozostaje wysoce niepewna. Nie wiadomo, jak długo potrwa konflikt na Bliskim Wschodzie, jak rozwinie się wojna na Ukrainie i jakie plony będą dostępne u głównych eksporterów zbóż.

W tym kontekście krajowa polityka rolna powinna być bardzo aktywna. Ale jak dotąd wydaje się, że dopiero zaczyna się budzić. Komentarze ministerstwa ograniczają się głównie do komentowania możliwych zagrożeń, ale niewiele jest konkretnych inicjatyw na szczeblu rządowym. Słyszymy więcej o potrzebie audytu Państwowej Służby Żywności i Weterynarii oraz poszukiwaniu nieprawidłowości w pracy szefowej Państwowej Służby Żywności i Weterynarii, pani Mikalauskienė. Słyszymy również, że Agencja Rolnictwa nie robi absolutnie nic, ogłaszając, że w ciągu 2025 r. skontrolowała 70 podmiotów pod kątem nieuczciwych praktyk handlowych, ale nigdy nie zakończyła ani jednego dochodzenia i nie nałożyła sankcji. A gdzie są dochodzenia w sprawie nieuczciwych praktyk wobec producentów mleka? Nie ma żadnego. Sektor mleczarski piszczy, agencja "pracuje". Gdzie był pan Palionis, kiedy Rumunia, wraz z innymi krajami, próbowała wywalczyć od KE rekompensatę dla swoich producentów mleka? Udało mu się tylko pomachać do komisarza KE i to wszystko.

Próżnia instytucjonalna w całej okazałości – obecnie ministerstwo nie ma nawet kanclerza, który w wielu instytucjach odgrywa ważną rolę koordynującą różne obszary polityki.

Ale odpowiedzialność spoczywa nie tylko na instytucjach państwowych. Pewna odpowiedzialność spoczywa również na samych organizacjach rolniczych. W ostatnich miesiącach skupiały się one bardziej na wewnętrznych dyskusjach i kwestiach finansowania, podczas gdy analiza strategicznych zmian w polityce europejskiej często schodziła na dalszy plan. "Selfies" ze spotkań z urzędnikami prawdopodobnie nie są tym, czego społeczność oczekiwałaby od swoich liderów. Ale tak właśnie jest. Nie mamy innych liderów.

Dzisiaj, gdy geopolityka, polityka energetyczna i klimatyczna splatają się w skomplikowany węzeł gospodarczy, jasne jest, że sektor rolny wkracza w nową fazę. Burza cenowa nawozów może dopiero się rozpocząć, a jej konsekwencje dla rolnictwa będą zależeć nie tylko od rynków światowych, ale także od zdolności Europy i Litwy do podejmowania terminowych i strategicznie uzasadnionych decyzji.

Wideo