Co roku pojawiają się niebezpieczne porady dla ogrodników: ryzyko może być większe niż sądzono

Z.Varanavičienė

Każdego roku, gdy zbliża się sezon ogrodniczy, w Internecie krążą porady dotyczące "leczenia" roślin ludzkimi lekami lub środkami antyseptycznymi. Zalecenia dotyczące opryskiwania pomidorów lub innych roślin ogrodowych i ogrodniczych jodem, nadtlenkiem, a nawet "brylantową zielenią" są udostępniane w sieciach społecznościowych, a nawet na portalach. Jednocześnie w dyskusjach na temat pestycydów często dominuje strach i nieufność.

„Taka postawa ujawnia niebezpieczny paradoks: wątpimy w rozwiązania oparte na nauce i wierzymy w niesprawdzone przepisy. Jeśli chodzi o żywność, powinniśmy polegać na dowodach, a nie na poradach z mediów społecznościowych. Dziś niektórzy ludzie odrzucają system oceny ryzyka, który był rozwijany przez dziesięciolecia, jednocześnie eksperymentując z substancjami, których wpływ na rośliny i środowisko nie został w ogóle oceniony" - mówi Z. Varanavičienė.

Używane materiały – toksyczne i powodujące długotrwałe skutki
Jednym z najczęściej przytaczanych przykładów jest – zieleń brylantowa, czasami przedstawiana jako „łagodny“ lub „tradycyjny“ środek na rośliny. Jednak oficjalna karta charakterystyki tej substancji stwierdza, że jest ona szkodliwa w przypadku spożycia, działa drażniąco na skórę, może powodować reakcje alergiczne, poważne uszkodzenia oczu i jest wysoce toksyczna dla organizmów wodnych z długotrwałymi skutkami. W dokumencie zauważono również, że jest on klasyfikowany jako substancja niebezpieczna dla środowiska. Zieleń brylantowa nie jest zarejestrowana jako środek ochrony roślin. Oznacza to, że nikt nie ocenił, jakie pozostałości mogą pozostać w uprawach, w jaki sposób ulega degradacji w glebie lub jaki długoterminowy wpływ ma na ekosystemy. Ale paradoksalnie pestycydy nazywamy "chemią", podczas gdy substancje te są uważane za bezpieczniejszą alternatywę" - zauważa Z. Varanavičienė.

Podkreśla, że podobna sytuacja ma miejsce w przypadku jodu lub nadtlenku wodoru; są to środki antyseptyczne przeznaczone do zupełnie innego zastosowania i nigdy nie były testowane w produkcji roślinnej. Niestety, takie porady dla ogrodników często nie wspominają o potencjalnych szkodach dla środowiska i ludzi. Zarejestrowane produkty przechodzą długi i rygorystyczny proces oceny W przeciwieństwie do "ludowych" rozwiązań, zarejestrowane środki ochrony roślin przechodzą złożony i długotrwały proces oceny. Aby zarejestrować substancję czynną, przeprowadza się dziesiątki - często 40-100 - różnych badań: ocenia się wpływ na użytkownika, konsumenta, glebę, wodę, pszczoły, ptaki, ryby, a także tworzenie się i degradację pozostałości.

Proces badań i oceny może trwać około siedmiu lat lub dłużej, podczas gdy ocena substancji czynnej przez władze europejskie często zajmuje kilka kolejnych lat. Dziesiątki substancji czynnych, w tym biologicznych, zostało zakazanych w UE w ciągu ostatnich kilku lat, a liczba nowych zatwierdzeń pozostaje bardzo niska.

„System działa na zasadzie ostrożności – jeśli istnieją uzasadnione obawy dotyczące bezpieczeństwa, substancja nie jest zatwierdzana lub jej stosowanie jest przerywane. Oznacza to, że tylko substancje czynne, których ryzyko zostało ocenione i zarządzane, pozostają na rynku. Stosując w tym momencie substancje off-label, zasadniczo omijamy cały ten system ochrony" - mówi Z. Varanavičienė.

Przypomina, że nawet pozornie „niewinne“ rzeczy, takie jak fusy z kawy lub smoła, zostały ocenione i nie zostały zatwierdzone do stosowania w produkcji roślinnej ze względu na ich niebezpieczny charakter.

Podwójne standardy zmniejszają bezpieczeństwo

Z. Według pani Varanavičienė, publiczna normalizacja zastosowań pozarejestracyjnych jest szkodliwa. Powiedziała, że ważne jest, aby zachować krytyczne myślenie, jeśli chodzi o żywność, a decyzje o stosowaniu niektórych produktów powinny opierać się na jasnych danych, a nie tylko na osobistych zaleceniach lub
opiniach. opinie.

„Ryzyko nie jest kwestią opinii– albo jest oceniane według jasnych kryteriów, albo nie. Zarejestrowane środki ochrony roślin przechodzą rygorystyczny proces kontroli, aby zapewnić, że ich skutki są znane i kontrolowane. Kiedy zamiast tego wybieramy substancje, które nie są zatwierdzone do tego celu, po prostu nie wiemy, jakie mogą być konsekwencje dla ludzi i środowiska" - ostrzega Z. Varanavičienė.

Wideo