Wojna dronów bez transportu: prośba o pomoc z piekła Zaporoża
Ale w ciągu kilku miesięcy sytuacja zmieniła się diametralnie. Dzięki intensywnemu szkoleniu i własnej pracy Aleksieja, mały oddział rozrósł się do pełnoprawnej firmy dronowej, która obecnie liczy około 120 żołnierzy i cztery profesjonalne zespoły operatorów dronów. Każdy z nich potrzebuje własnej logistyki – transportu do szybkiego przemieszczania ludzi i sprzętu. Dzisiejsza wojna dronowa to nie tylko wojna technologiczna, ale także logistyczna. Bez transportu nawet najbardziej zaawansowana technologia jest bezsilna" - podkreśla przedstawiciel Fundacji.
Jesienią brygada, w której powstała ta firma, została ponownie przeniesiona do jednego z najbardziej niebezpiecznych miejsc - Zaporoża. Według Kliunki, to właśnie w tym rejonie wróg gromadzi rezerwy i planuje decydujące ataki. Rosjanie przygotowują się do przerzucenia tu ostatnich sił. Zaporoże jest dla nich strategicznym celem, a dla Ukraińców to kolejne miejsce, w którym codziennie rozstrzygają się kwestie życia i śmierci" - powiedział.
Obecnie firma dronowa kierowana przez Aleksieja niszczy ponad 40 wrogich celów tygodniowo. Oprócz dronów FPV, korzysta ona ze stacjonarnych dronów szturmowych średniego zasięgu, zdolnych do działania w odległości do 50 kilometrów, a także z drona wielowirnikowego klasy ciężkiej o nazwie "Baba Jaga". Drony te stały się prawdziwym postrachem dla wroga. To nie tylko narzędzie uderzeniowe. Drony Baba Jaga często pełnią również funkcję logistyczną – przenoszą żywność, materiały wybuchowe, nowe drony do grup operatorów, którzy są najbardziej ścigani i często pracują w całkowitej izolacji“, – mówi A. Kliunka.
Transport pozostaje głównym problemem. Drony uderzeniowe są nieporęczne i muszą być transportowane do tak zwanej „strefy zabijania“, która zaczyna się około 20 kilometrów od umownej linii frontu. Wymaga to pickupów z niezwykle pojemnymi nadwoziami, które mogą pomieścić nie tylko samego drona, ale także towarzyszących mu żołnierzy. Ci ludzie nie zamierzają tylko bronić siebie lub swojego samochodu. Bronią również drona kosztującego setki tysięcy euro, który jest śmiertelnie niebezpieczny dla wroga", mówi.
Dlatego Alexei, dowódca kompanii, nieśmiało zapytał, czy można mu pomóc w zakupie większego pickupa, takiego jak "Dodge RAM". Wolontariusze misji „Kariai kariams“ odpowiedzieli natychmiast, według Kliunka. Pojazd został znaleziony i zarezerwowany za cenę 8 500 euro.
„Nie jest to ogromna kwota w skali kraju, ale na pierwszej linii frontu jest to różnica między możliwością działania a bezradnością. Dlatego dziś zwracamy się do tych, którzy wielokrotnie pokazali, co znaczy prawdziwa wspólnota – do litewskich plantatorów zbóż “, – mówi.
.
Według pana Kliunki, obecnie ukraińskie siły zbrojne mają ogromny niedobór piechoty, co nakłada ogromną odpowiedzialność na barki operatorów dronów. Ich poświęcenie decyduje o tym, jak głęboko wróg może codziennie wkraczać na terytorium Ukrainy. Są jednymi z najbardziej ściganych żołnierzy, ale jednocześnie jednymi z najbardziej skutecznych - podkreśla.
Mówiąc o swoich podróżach do Ukrainy, szef „Żołnierzy dla Żołnierzy” nie ukrywa emocji. "Za każdym razem, gdy jedziemy w głąb kraju, widzimy cmentarze wypełnione ukraińskimi flagami. To widok, którego nie da się zapomnieć. Ukraińcy płacą ogromną cenę, aby dać nam, Litwinom, czas na przygotowanie się do nieuniknionego starcia z barbarzyńcami ze Wschodu" - mówi Antanas Kliunka.
Powiedział, że dziś wsparcie dla ukraińskich wojsk to nie tylko kwestia solidarności, ale także kwestia bezpieczeństwa Litwy: „To nie jest obca wojna. Jest to wojna, która jest prowadzona tam dzisiaj, aby nie przyszła tu jutro.