K. Mažeika obiecuje poszukiwać sposobów na ujednolicenie bezpośrednich dopłat dla rolników
W związku z propozycją Komisji Europejskiej dotyczącą zmniejszenia o jedną piątą wsparcia finansowego dla rolników, nowy minister rolnictwa Kęstutis Mažeika obiecuje poszukiwać sposobów na zapewnienie im odpowiedniego wsparcia oraz zbliżenie płatności bezpośrednich do średniej unijnej.
W wywiadzie dla agencji BNS powiedział, że ma nadzieję, iż uznanie rolnictwa za sektor o strategicznym znaczeniu dla państwa pozwoli zagwarantować odpowiednie finansowanie, nie przewidział jednak, czy państwo dołoży środki z budżetu krajowego.
„Mamy nadzieję, że ten krok w kierunku uznania rolnictwa za strategiczną gałąź gospodarki pozwoli zagwarantować odpowiednie finansowanie. Jednak samo założenie, że zmniejszenie środków w puli ogólnej zostanie zrekompensowane kosztem innych sektorów, w których – jak rozumiemy – wszyscy mają swoje oczekiwania... Tyle że budżet nie tylko się nie zmniejszy, ale wręcz wzrośnie. To będzie zapewne naprawdę poważna dyskusja“ – powiedział K. Mažeika w wywiadzie dla BNS.
Według niego dofinansowanie wypłat dla rolników ze środków państwowych jest „kwestią do dyskusji”.
„To prawdopodobnie znów będzie kwestia do omówienia z Ministerstwem Finansów, z rządem... Oczywiście, biorąc pod uwagę napiętą sytuację budżetową, można to przełożyć na przyszły rok, ale postaramy się przedstawić argumenty. „Mamy nadzieję, że biorąc pod uwagę rzeczywistą sytuację oraz kondycję finansową rolników, należy to zrobić, zwłaszcza w przypadku małych i rodzinnych gospodarstw, ponieważ przeżywają one obecnie szczególnie trudny okres” – stwierdził K. Mažeika.
Obiecuje on również przegląd obecnej metodologii wypłacania dopłat, tak aby były one wypłacane wyłącznie tym, którzy tworzą wartość dodaną na zgłoszonych gruntach.
* Ograniczenia dla przedszkoli, szkół i szpitali w zakresie zakupu żywności od zagranicznych dostawców.
– Wielokrotnie sam pan wspominał, że jest pan piątym ministrem w ciągu trzech lat. Podkreślał pan również stabilność, którą chce pan zachować, i zaprosił pan do swojego zespołu byłych ministrów oraz wiceministra. Jak wiemy, Andrius Palionis odmówił pracy w Pana zespole. Czy zna Pan decyzje innych osób?
– Nadal czekam na decyzje innych osób. Tak, stabilność w rolnictwie jest ważna, co bardzo cenią sobie rolnicy, oczywiście wszyscy zapewne cenią sobie stabilność. I właśnie w tym miejscu, biorąc pod uwagę dotychczasowe osiągnięcia, widzimy, że niektórzy (byłe kierownictwo ministerstwa – BNS) mogliby w jakiś sposób przyczynić się do tej wspólnej pracy. (...). Sam przygotowywałem program 19. rządu, w tworzeniu 20. nie brałem udziału – tam po prostu usunięto niektóre punkty, a teraz znów je przywracamy. To chyba logiczne, że zarówno zespół, jak i wizja były takie. To chyba właśnie ten krok został podjęty. Oczywiście, ludzie w tym czasie zapewne dostrzegli, ocenili i teraz oceniają swoje możliwości dalszego kontynuowania pracy oraz perspektywy. Szanujemy więc ich decyzję, a są osoby, z którymi wciąż rozmawiamy i z którymi stworzymy ten zespół, który zaprezentujemy już w przyszłym tygodniu.
– Czy znacie już decyzje Igno Hofmana i Rolanda Taraškevičiusa?
– Z Taraškevičium już się uzgodniliśmy.
– Czy będzie wiceministrem?
– Tak, będzie, ponieważ przed Europą znów stoi przewodnictwo, budżet, negocjacje i konieczna w tym zakresie spójność, a jego doświadczenie jest tu szczególnie istotne, co podkreślaliśmy zarówno w rządzie, jak i podczas rozmowy z prezydentem. To naprawdę jeden z kluczowych priorytetów, które czekają nas właśnie w nadchodzących latach.
– A co z Ignasem Hofmanem?
– Nie znajdzie się on w zespole wiceministrów, ale mam nadzieję, że przynajmniej jako doradca społeczny z pewnością będzie pełnił tę funkcję.
– A co z pozostałymi wiceministrami?
– Są kandydatury, są one weryfikowane, czekamy na odpowiedź ze służb i w przyszłym tygodniu je przedstawimy.
– Jak zamierzacie utrzymać stabilność – czy to oznacza, że nie doczekamy się większych reform w rolnictwie, a po prostu spróbujecie spokojnie zakończyć kadencję?
– Słowo „reforma” wielu przeraża, ale naprawdę tego nie planujemy. Najważniejszą rzeczą, którą obiecujemy, jest odbiurokratyzowanie. Pracując w Komisji Spraw Wiejskich Seimu, zauważyliśmy, że największe wyzwania wiążą się z samym procesem. A przecież ten proces, który oceniamy, bardzo drogo kosztuje państwo. Jednym z naszych głównych wyzwań – i prawdopodobnie wiceministrów – nie będzie to, że każdy będzie miał swoje „ogrodki” i będzie się w nich zajmował swoimi sprawami, ale wszyscy będziemy patrzeć horyzontalnie, oceniać z perspektywy odbiorcy usługi – czy to rolnik, przetwórca, czy przedsiębiorca w tej dziedzinie – w jaki sposób otrzymuje tę usługę, zaświadczenie, zezwolenie czy coś jeszcze, czy w końcu wsparcie, ile kroków trzeba wykonać, jakie procedury zrealizować.
Wiedząc, że również między instytucjami dane się szczególnie nakładają, często się powtarzają, te same trzeba zestawiać, przenosić... W XXI wieku jest to naprawdę trudne do pojęcia i prawdopodobnie można to porównać do wzrostu drzewa, którego gałęzie z roku na rok się mnożą. Wygląda na to, że u nas w tym czasie stało się tak, że biurokracja nie zmniejszyła się, a po prostu rosła jak to drzewo.
– Lider Unii Demokratów „Vardan Lietuvos”, która Pana delegowała, Virginijus Sinkevičius, powiedział, że przyszli ministrowie z ramienia Demokratów przeprowadzą audyty podległych instytucji. Co zamierzacie sprawdzać? Czy przeanalizujecie również decyzje poprzedniego kierownictwa ministerstwa?
– Tak, planujemy to, obecnie opracowujemy plan. Opracowujemy go, planujemy zasoby i możliwości, zarówno potencjał wewnętrznej służby audytowej ministerstwa, jak i zakres, w jakim będziemy korzystać z usług zewnętrznych. Będzie to dotyczyło nie tylko finansów czy jakichś zasobów, ale także audytu procesów. (...) A to stwierdzenie, że niektóre instytucje mogą przestać istnieć lub że funkcje mogą zostać ponownie rozdzielone, oznacza, że najbardziej realistyczne decyzje zostaną podjęte właśnie po przeprowadzeniu audytów procesów.
– Co konkretnie zamierzacie poddać audytowi? Czy chodzi o samą ministerstwo, czy o jakieś konkretne instytucje?
– Mówimy zarówno o podległych instytucjach, jak i o pewnym przeglądzie struktury wewnętrznej; nasza przyszła kanclerz jest specjalistką w tej dziedzinie. Myślę więc, że wspólnymi siłami dokonamy tej oceny.
Niektóre kwestie są obowiązkowe, na przykład wymogi dotyczące certyfikatów higienicznych, badania wody czy kontrole metrologiczne, gdzie obecnie widzimy, że ludzie muszą przejechać kilkadziesiąt kilometrów, aby odebrać sterylną probówkę, a potem wracać, pobierać próbkę wody i ponownie dostarczać ją do laboratorium... Dotyczy to nie tylko przedsiębiorstw, ale także wszystkich instytucji publicznych, szkół, przedszkoli – muszą to zrobić do pierwszego września. I taka jest logika, że być może lepiej byłoby dwa razy zawieźć dzieci do miasta, zabrać je na przedstawienie lub gdzieś indziej, zamiast zajmować się sprawami technicznymi, po prostu wozić próbki i w ten sposób udawać, że się pracuje. (...) Bez tych badań po prostu nie można prowadzić działalności – grożą za to ogromne sankcje, wszyscy sumiennie się do tego stosują, ale czy tak powinno być? Naprawdę uważam, że nie.
– Które instytucje mogą zostać poddane audytowi?
– Prawdopodobnie przeanalizujemy wszystkie procesy we wszystkich instytucjach i nie jest to żadną tajemnicą.
– Wspomniał Pan jeszcze o kanclerz – kto zostanie kanclerzem?
– Dorita Visalgienė.
– Wspomniał Pan, że niektóre instytucje mogą przestać istnieć – czy miał Pan na myśli Służbę Upraw Roślin? Kiedy planuje Pan jej reorganizację?
– Musimy to przeanalizować, ponieważ niektóre procesy są obowiązkowe, musimy rozliczać się przed Komisją Europejską i innymi organizacjami międzynarodowymi. Takie jak badania zbóż, laboratorium, laboratorium nieakredytowane – to naprawdę nie powinno być jeszcze jakąś wyjątkową funkcją, skoro mamy Narodowy Instytut Oceny Ryzyka Żywnościowego i Weterynaryjnego. Nie mam wątpliwości, że mogą one wspólnie pełnić tę funkcję, obniżając przy tym koszty i zapewniając odpowiednią jakość.
Inne funkcje również mogą być realizowane przez inne służby. Jednak w tym przypadku nie będzie to jakieś mechaniczne zniesienie lub przeniesienie funkcji na inne podmioty, ale istotna jest również ocena ryzyka korupcji, której konsekwencje obserwujemy obecnie. Ważne jest, aby zapewnić, że ten ciągły proces będzie bardziej przejrzysty, skuteczniejszy i nie spowoduje w przyszłości podobnych zagrożeń, jakie miały miejsce całkiem niedawno.
– Kiedy planujecie przystąpić do reorganizacji tej służby?
– Myślę, że jesienią będziemy mieli plan, jakie kroki podjąć, i być może niektóre prace rozpoczniemy już jesienią.
– Jednym z ważniejszych zadań, jakie czekają Państwa w trakcie kadencji, są negocjacje w sprawie nowego budżetu UE, które odbędą się podczas litewskiej prezydencji w Radzie UE. Stawiasz sobie za cel zrównanie płatności bezpośrednich z poziomem UE. Jak uda się to osiągnąć, biorąc pod uwagę, że finansowanie dla litewskich rolników po 2027 roku powinno zmniejszyć się o około 20 procent?
– Zmienia się sama zasada finansowania – nie będzie oddzielnego budżetu rolnego, będzie budżet ogólny. Prawdopodobnie istotne będzie również podejście państwa do rolnictwa, takie, jakie jest obecnie. Mamy nadzieję, że ten krok w kierunku uznania rolnictwa za strategiczną gałąź gospodarki pozwoli zagwarantować odpowiedni poziom finansowania. Ale samo myślenie, że zmniejszenie środków w puli ogólnej zostanie zrekompensowane kosztem innych sektorów, w których, jak rozumiemy, wszyscy mają swoje oczekiwania.... Tyle że budżet nie tylko się nie zmniejszy, ale wręcz wzrośnie. To będzie zapewne przedmiotem naprawdę szerokiej dyskusji.
Widzimy jednak jeszcze inną możliwość – przegląd istniejącej już metodologii wypłat, o to słyszeliśmy od rolników lub po prostu od ludzi, którzy tylko składają deklaracje, ale nie uprawiają ziemi. Chodzi o to, aby dopłaty były wypłacane tylko tym, którzy tworzą wartość dodaną na deklarowanej przez siebie ziemi. Ponieważ wciąż dochodzi do nadużyć, gdy mieszkańcy miast zgłaszają grunty, otrzymują oznaczony olej napędowy, ale w rzeczywistości nie uprawiają tych gruntów, a uprawia ją rolnik, który czasami musi jeszcze dopłacić do tych dopłat pewną kwotę w gotówce. W ten sposób powstaje szara strefa w zakresie środków ochronnych i innych kwestii, co powoduje dodatkowe obciążenie dla niektórych rolników.
– Czy obliczyliście, ile dodatkowych środków udałoby się zebrać po zmianie metodologii?
– Jeszcze nie obliczyliśmy, ale sądzę, że takie obliczenia pojawią się w najbliższym czasie. (...) Ważne jest stworzenie takich warunków, aby rolnik, który faktycznie uprawia ziemię, zgłaszał to, ponieważ jest to jego obowiązek i prawo. A jeśli dostrzeże taką możliwość, lub nawet będzie to pewien sygnał dla tak zwanych „rolników kanapowych”, to może to ich zachęci do zawarcia tych umów i faktycznego zalegalizowania tej ziemi, zamiast fikcyjnego prowadzenia działalności, której w rzeczywistości nie prowadzą.
– Komisja Europejska zezwala również państwu na wniesienie wkładu, aby nie zmniejszyć poziomu współfinansowania. Czy dostrzegacie w tym jakieś możliwości?
– To chyba kwestia do dyskusji. Na dzień dzisiejszy otrzymaliśmy już prawdopodobnie jutro lub pojutrze (czwartek–piątek – BNS) pojawi się informacja, że Litwa otrzyma około 10 milionów na rekompensaty związane z cenami nawozów i energii, czyli wzrostem kosztów paliwa dla rolników, a państwo również może dołożyć się nawet do 200 procent. To właśnie w tym momencie będzie pewnego rodzaju papierkiem lakmusowym, jakie są nasze zamiary – czy wnieść znaczący wkład, tak jak na przykład Francja, w wysokości pełnych 200 procent.
To znowu będzie zależało od Ministerstwa Finansów, od rządu... Oczywiście, biorąc pod uwagę napięty budżet, można to przełożyć na przyszły rok, ale postaramy się przedstawić argumenty. Mamy taką nadzieję, że biorąc pod uwagę rzeczywistą sytuację oraz kondycję finansową rolników, należy to zrobić, zwłaszcza w przypadku małych i rodzinnych gospodarstw, ponieważ przeżywają one obecnie szczególnie trudny okres
– Pozostając przy tematach europejskich, umowa między UE a „Mercosurem” – czy dostrzegacie w niej więcej możliwości dla litewskich rolników, czy raczej zagrożeń?
– Wypowiedziałem się również w komisji Sejmu i byłem jednym z inicjatorów, aby nie podpisywano tej umowy, ponieważ nie widzę korzyści, zwłaszcza dla naszego rolnictwa, ponieważ przemysł, który zyskałby większe możliwości, prawdopodobnie tego nie zrównoważy. Tutaj również konieczne będzie pewne doprecyzowanie, w jakim stopniu wiąże się to z nasilającymi się ostatnio przypadkami salmonelli, żywności niskiej jakości, skażonej, czy też są to przypadki związane z importem z krajów „Mercosur“
Jednak zasadniczo, niezależnie od umowy z „Mercosur”, a także w odniesieniu do sąsiednich krajów, musimy kontrolować żywność i paszę, ponieważ te pojedyncze przypadki, które miały miejsce wcześniej, stają się obecnie tendencją i nie sądzę, by wszystkie z nich zostały zidentyfikowane.
– Ekolodzy krytykują pana za to, że nie docenia pan wystarczająco znaczenia zmian klimatycznych przy kształtowaniu polityki rolnej. Jak zamierza Pan pogodzić interesy ekologów i rolników?
– Będę to bardzo starannie godził i prawdopodobnie mam w tym zakresie więcej doświadczenia niż niektórzy z tych, którzy na to narzekali, ponieważ nie mam w tym żadnego osobistego interesu. To pewnie znowu te stare „sympatie”, ale ważne jest chyba to, że również w naszym programie kładzie się nacisk na wzmocnienie małych i średnich gospodarstw, wzmacnianie krótkich łańcuchów dostaw żywności, co prawdopodobnie stanowi zasadnicze cele w zakresie ochrony środowiska, ponieważ w przypadku „Mercosuru” ślad węglowy wynikający z długich tras transportu a ślad węglowy jest znaczny. Ten sam proces produkcji, który w tych krajach budzi poważne wątpliwości – stosowanie pestycydów, różnych dodatków do mięsa, hormonów, roślin modyfikowanych genetycznie i tak dalej... Istnieje wiele niewiadomych, podczas gdy u nas, na Litwie, proces ten jest naprawdę poddany kontroli. Ważne jest, aby kierować działaniami i zachęcać do tego, by środki publiczne były wydawane na zakup produktów naszych rolników – począwszy od szpitali, przedszkoli, szkół, a skończywszy na wyżywieniu żołnierzy – to jest właśnie taki priorytet.
– Młodzi rolnicy również wyrażają obawy, że interesy ich oraz małych gospodarstw nie są chronione, a Państwa priorytetem są duże gospodarstwa zbożowe. Czy zmieni Pan swoje stanowisko w tej sprawie?
– Moje stanowisko nigdy takie nie było i tutaj prawdopodobnie chodzi raczej o jakieś nieporozumienie, ponieważ sam jeszcze niedawno byłem młodym rolnikiem, znam te wyzwania, sam przez to przeszedłem, dlatego wspieram tych, którzy mają wśród swoich członków odrębne grupy młodych rolników i poruszają te kwestie. To naprawdę jest priorytet i prawdopodobnie przyszłość rolnictwa, biorąc pod uwagę średni wiek rolnika.
– Od wielu lat utrzymuje się problem, że ograniczenie posiadania przez rolników nie więcej niż 500 hektarów ziemi praktycznie nie działa, można je obejść. Czy planujecie zrewidować przepisy, aby ograniczenie to faktycznie funkcjonowało?
– To zadanie Seimu – zmieniać ustawy.
– Ale państwo mogą to zainicjować.
– Tak, popieramy tę inicjatywę, a ze swojej strony, w ramach możliwości ministerstwa, proponujemy pewne procentowe obniżenie tych samych dopłat powyżej 500 hektarów, jeśli jest to na przykład gospodarstwo zajmujące się wyłącznie uprawą roślin. Gospodarstwa te i tak ledwo wiążą koniec z końcem, a wspierać należy gospodarstwa mieszane, które generują większą wartość dodaną – to prawdopodobnie jeden z możliwych mechanizmów.
– Wspomniał Pan, że sceptycznie podchodzi Pan do Rady ds. Żywności, nie widzi Pan w niej wartości. Czy zostanie ona zlikwidowana?
– Nie ma ani jednego praktycznego wyniku pracy tej rady, to jest fakt. I uważam, że powrócimy do tradycyjnego rozwiązania, czyli tego, co funkcjonowało znacznie wcześniej i było skuteczniejsze – czyli do rady doradczej przy ministrze, w której przedstawiciele nauki, biznesu i rolników z określonych dziedzin mogliby proporcjonalnie omawiać różne kwestie, zarówno sektorowe, jak i ewentualnie nawet bardziej szczegółowe.
Dążymy do skuteczności, a nie do jakiegoś przesłania. Obiecany przez Radę ds. Żywności monitoring cen, który zresztą należy do zadań Rady ds. Konkurencji, absolutnie nie przyniósł żadnych rezultatów.
– Była to inicjatywa rządu, czy zatem proponujecie, by jej nie kontynuować?
– Tak.
– Powiedział pan, że należy wzmocnić Radę ds. Konkurencji oraz działania na rzecz konkurencji. Czy może ona liczyć na jakieś dodatkowe uprawnienia?
– Mają wystarczające uprawnienia, ważne jest tylko, aby z nich korzystali, a także z dostępnych narzędzi. Myślę, że zwrócimy się do nich, bo niedawno uchwalono ustawę o mleku, która dotyczy uwzględnienia przez handlowców ustalania cen oraz kosztów produkcji – to chyba właśnie tutaj leży pole ich możliwości, a może nawet narzędzie pomocy. (...)
– Jaka mogłaby być tutaj rola handlowców?
– Ważne jest, aby w cenie końcowej znalazł się zwrot z każdej części łańcucha. Obecnie, według obliczeń, największą część ceny mleka zabierają właśnie handlowcy, choć w rzeczywistości największe koszty ponosi producent mleka. To właśnie ten podział między ceną skupu mleka a ceną końcową powinien być jasny dla wszystkich, a cena ta nie powinna opierać się na zasadzie „kto pierwszy” lub „kto sprytniejszy”.
– Jeśli chodzi o mleko, kryzys trwa już od wielu lat; w lutym ogłoszono pomoc i preferencyjne pożyczki dla producentów mleka, ale wyzwania pozostają. Co jeszcze można zrobić?
– Istnieją pożyczki, ale kryzys trwający już chyba trzeci rok pokazuje, że małe i średnie gospodarstwa wycofują się z rynku. Również ustawa o mleku w rzeczywistości nie przyniesie dziś żadnego cudownego efektu, ale prawdopodobnie dla tych, którzy mają długoterminową wizję i prowadzą gospodarstwa, (...) jest to pewien pozytywny sygnał.
Te preferencyjne pożyczki mogłyby stanowić pewną pomoc. Poza tym ten proces tworzenia krótkich łańcuchów dostaw, nazwijmy to propozycją, aby gospodarstwa współpracowały lub tworzyły – jak to już ma miejsce w dobrych przykładach – produkty końcowe, takie jak twaróg, ser, serki, czy cokolwiek innego, co mogłoby być wykorzystywane w szkołach, przedszkolach, szpitalach – czyli w obrębie tej gminy – tak aby jak najbliżej domu i za te same środki publiczne kupować produkty od tych małych gospodarstw.
– O promowaniu zarówno krótkich łańcuchów dostaw, jak i współpracy słyszymy już od wielu lat, ale w rzeczywistości nie widać żadnego postępu.
– Odbyły się już pierwsze rozmowy z ministrami, a minister zdrowia jest zdecydowany, aby było to nasze pierwsze wspólne przedsięwzięcie – aby w szpitalach ludzie spożywali ekologiczną, litewską żywność wyhodowaną na Litwie. Rozumiemy, że są to środki budżetowe i mamy prawo ustalić, aby w szpitalach, szkołach, przedszkolach i koszarach kupowano zdrowe produkty wyhodowane jak najbliżej. To jest realne.
Prawdopodobnie ten mechanizm nie działał, ponieważ w tej kwestii było zbyt wiele swobody – swobody kupowania wszystkiego od jednego dostawcy, co sprawiało, że sprawa była łatwa do rozwiązania. Obecnie nie obiecujemy takiej swobody; obiecujemy natomiast, że jeśli danego produktu nie będzie w Litwie lub jeśli z powodu warunków klimatycznych – suszy, ulew, mrozów – rolnicy nie będą w stanie dostarczyć określonych warzyw, owoców, produktów mlecznych, być może jajek czy czegoś jeszcze, to tylko w ten sposób będzie można kupować od innych dostawców, a to właśnie jest priorytetem. Wierzymy, że będzie to dobry początek.
– Na koniec wspomniał pan, że niedawno był pan młodym rolnikiem – czy nadal zajmuje się pan rolnictwem?
– Już dziesięć lat temu przekazałem gospodarstwo bliskim, teraz jestem tylko pomocnikiem w gospodarstwie.
– A nadal poluje pan?
– Tak. I będę polował.
– Dziękuję za rozmowę.