Armeńskie morele znalazły się w epicentrum geopolitycznej walki z Rosją
W dolinie Araratu w Armenii, gdzie u podnóża góry o tej samej nazwie dojrzewają morele, zbiory rolnika Aramaisa Kazariana znalazły się w epicentrum geopolitycznej walki między Rosją a Zachodem.
Rozgniewany dążeniami Erewania do oddalenia się od Moskwy, Kreml przed ubiegłomiesięcznymi wyborami parlamentarnymi wprowadził zakazy i ograniczenia dotyczące importu różnych armeńskich towarów, w tym owoców, warzyw i kwiatów. Rosja twierdziła, że wynika to z nieokreślonych przyczyn sanitarnych, jednak uważa się, że jest to próba wywarcia presji gospodarczej na premiera Nikola Pasziniana, mająca na celu zmuszenie go do zmiany kursu i ponownego zbliżenia się do Moskwy.
75-letni rolnik ma łzy w oczach, gdy spaceruje po swoim sadzie we wsi Vosketap. „Morela jest symbolem Armenii” – powiedział. – Jego smak i aromat są królewskie. Morela to cud nad cudami.“
Słynne armeńskie morele, uprawiane od tysięcy lat, starożytni Rzymianie nazywali „armeńskimi jabłkami”. Przed wprowadzeniem zakazu większość z nich była eksportowana do Rosji.
„Nie można tego wybaczyć”
A. Kazarian zasadził swój sad w 1991 roku, po upadku Związku Radzieckiego, kiedy grunty rolne zostały rozdzielone między prywatnych właścicieli. Po pięciu latach drzewa zaczęły owocować, a Rosja stała się naturalnym odbiorcą plonów: owoce przewożono ciężarówkami na północ przez granicę.
Rosja ograniczyła również import ormiańskiej ryby, słynnej wody mineralnej z Jermuku, wina i brandy. Posunięcie to rozgniewało A. Kazariana i wielu jego kolegów rolników.
„Ten handel trwał od dziesięcioleci. I nagle wszystko się zmieniło?” – powiedział. „Nie można tego w żadnym wypadku wybaczyć.”
Według niego Moskwa karze zwykłych pracowników za europejski kurs obrany przez rząd, nie zważając na rosyjskie zapewnienia o historycznej przyjaźni.
„To nie jest wymierzone przeciwko N. Pasinianowi ani kierownictwu, to jest wymierzone przeciwko naszym ludziom” – powiedział rolnik.
Partia N. Paszyniana wygrała wybory 7 czerwca, pomimo ogromnej presji i oskarżeń o ingerencję Moskwy. Prezydent Rosji Władimir Putin do tej pory nie przesłał oficjalnych gratulacji, a Moskwa podkreślała rzekome naruszenia wyborcze.
Wojna handlowa
Armenia, była republika radziecka, utrzymuje silne oficjalne stosunki z Moskwą. Jest członkiem kierowanej przez Rosję Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, a na jej terytorium działa rosyjska baza wojskowa.
N. Pashinyan dąży jednak do zmniejszenia zależności Erewania od Moskwy po tym, jak Rosja nie interweniowała w konflikty zbrojne z Azerbejdżanem dotyczące spornego wówczas regionu Karabachu.
Armenia zawiesiła udział w kierowanym przez Moskwę bloku bezpieczeństwa, zacieśniła stosunki z Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi oraz skierowała kraj na ścieżkę ewentualnego członkostwa w UE.
Rząd Armenii podjął natychmiastowe działania w celu złagodzenia skutków wojny handlowej rozpoczętej przez Moskwę. Na początku czerwca zatwierdziła wsparcie dla rolników, w tym dotacje na eksport produktów z upraw szklarniowych. Ponadto rekompensuje cła za eksportowane do UE świeże owoce, warzywa i kwiaty.
Komisja Europejska obiecała przeznaczyć ponad 50 mln euro na pomoc doraźną, a także podjęła działania, dzięki którym prawie 80% armiańskiego eksportu umożliwią bezcłowy dostęp do wspólnego rynku UE, na którym znajduje się 450 mln konsumentów.
„Nacisk na jakość”
Prognozuje się, że gospodarka Armenii może skurczyć się nawet o dwa procent, jeśli eksporterom nie uda się znaleźć nowych rynków – ostrzegł prezes banku centralnego Martin Galstian.
Analityk ekonomiczny Ashot Aramian stwierdził, że działania rządu i pomoc UE złagodzą ten cios jedynie tymczasowo. Według niego w 2025 roku Armenia wyeksportowała świeże owoce, warzywa i kwiaty o wartości prawie 200 mln dolarów amerykańskich, z czego 93,3% trafiło do Rosji.
„Nie będzie możliwe skierowanie całego zbioru na rynki europejskie i inne” – powiedział A. Aramian i ostrzegł przed nadprodukcją, bankructwami oraz możliwymi napięciami społecznymi.
Przedstawiciele władz starają się zachować optymizm.
„Minęły czasy, kiedy mówiliśmy, że produkty z Armenii nie są konkurencyjne w Europie” – powiedział w parlamencie minister gospodarki Gevorg Papojan.
Hodowca moreli A. Kazarian dostrzega powody do optymizmu. W pobliskiej wsi włoscy inwestorzy założyli duże sady i rozpoczęli eksport produktów do swojego kraju.
Jednak wielu rolników się niepokoi: „Co zrobić z owocami, których może nie być gdzie przechować?”
Według niego, przy sprzyjających warunkach pogodowych jedno drzewo moreli może dać plon sięgający nawet 500 kilogramów.
„Przez długi czas dążyliśmy wyłącznie do wielkości plonów, bo Rosja była dla nas niewyczerpanym rynkiem” – powiedział rolnik.
Według niego rolnicy z Armenii powinni skupić się bardziej na jakości niż na plonach, aby zapewnić sobie miejsce na alternatywnych rynkach. „Teraz najważniejsza jest jakość” – powiedział.