Cała Litwa widziała "oprawców", ale kto widział prawdę?
Rolnik i jego rodzina zgłosili się po głośnym publicznym raporcie Państwowej Służby Żywności i Weterynarii (SFVT) na temat domniemanego zaniedbania w trzymaniu bydła w okręgu Anykščiai. Emocjonalne oświadczenie podkreśla nie tylko napięcie psychiczne, ale także fakt, że niektóre z publicznie rozpowszechnianych informacji, według rolnika, zostały przedstawione poza kontekstem i przed zakończeniem oficjalnych ocen.
„Ja i cała nasza rodzina życzymy Państwu roku pełnego zdrowia, szczęścia i spokoju“, – rolniczka Alvyra Žilienė rozpoczyna swoją wiadomość. Od razu jednak podkreśla, że ostatnie dni były bardzo trudne dla całej rodziny. Publiczne oskarżenia i etykieta "farmy horroru" pozostawiły głęboki emocjonalny ślad, mówi:
„Czy naprawdę jesteśmy tak źli, jak nas przedstawiono? Mój umysł wirował z myślami, że to – to tylko koszmar, z którego chcę się jak najszybciej obudzić.
Rolnik jest zaskoczony, że tyle energii, wyobraźni i pieniędzy poszło na upewnienie się, że cała Litwa wie o rzekomych "oprawcach zwierząt" i "farmie horroru".
„Naszym zdaniem w całym tym procesie brakowało interwencji kompetentnych stron trzecich – tych, którzy mogliby obiektywnie ocenić sytuację przed wyciągnięciem publicznych wniosków. Zrobiono to dopiero wtedy, gdy opinia publiczna była już przeciwko nam", mówi Žilienė.
Podkreśla również, że „w nocy osoba, która weszła na teren prywatny bez naszej zgody, nagrała wszystko, co uznała za „najgorsze“. Nagranie to, według rolnika, zostało następnie upublicznione bez żadnego wyjaśnienia ani kontekstu.
„Osoba ta dokładnie wiedziała, co filmować, pod jakim kątem i o jakiej porze dnia. Jak widzieliśmy na nagraniu, chodził nie tylko po pomieszczeniach, w których trzymane są zwierzęta, ale także po miejscach, w których przechowywane są dokumenty", powiedziała.
Rolnik nie zaprzecza niektórym zarejestrowanym faktom: bydło jest trzymane na uwięzi, obornik nie jest wyrzucany w nocy, a w niektórych obszarach brakowało ściółki. Podkreśla jednak, że jest to związane z bezpieczeństwem zwierząt i sezonowymi praktykami rolniczymi, a nie obojętnością na ich dobrostan.
„Zwierzęta nie są uwiązane w taki sposób, że nie mogą jeść, pić lub poruszać się“, – podkreśla oświadczenie.
Sprawa cielęcia, które urodziło się z wadą wrodzoną, również wywołała duży rozgłos. Według rolnika decyzje zostały podjęte w porozumieniu ze specjalistami, a VMVT zostało poinformowane o sytuacji – szczegóły zostały zapisane, cielę zostało humanitarnie uśpione i przekazane do utylizacji.
„Niczego nie ukrywaliśmy przed VMVT. Zarejestrowaliśmy również krwawiącą krowę, która nadal przechodzi naturalne procesy fizjologiczne kilka dni po wycieleniu. Jednak w domenie publicznej została ona opisana jako ranna, rzekomo z ropiejącym ogonem" - czytamy w poście rolnika na Facebooku.
Odrzuca również twierdzenia o „mleku z obornikiem“, zauważając, że krowy i jałówki widoczne na zdjęciach w ogóle nie produkują mleka.
Inspekcja przeprowadzona przez MoHFW wykazała, że najpoważniejszymi naruszeniami były niewystarczająca ilość ściółki, brak nadzoru nad zwierzętami oraz ogólny stan gospodarstwa. Urząd wydał obowiązkowe instrukcje dotyczące usunięcia naruszeń, ale nie stwierdził systematycznego torturowania zwierząt.
W odpowiedzi na zaistniałą sytuację rodzina podjęła dodatkowe środki bezpieczeństwa, instalując kamery CCTV i oznaczając teren prywatny.
„To wydarzenie pokazuje, jak wielu mamy wspierających ludzi“, – oświadczenie powiedział. Symbolicznie, nowemu rokowi na farmie towarzyszyły pozytywne wieści – krowa urodziła zdrowe bliźnięta.
Na koniec rolnik wezwał opinię publiczną, aby nie spieszyła się z osądem, ale wysłuchała obu stron tej historii, przypominając im, że lekkomyślne publiczne potępienia są szkodliwe nie tylko dla jednej rodziny, ale także dla całej społeczności rolniczej.